czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 13

Rano gdy jeszcze śpi przenoszę ją, biorę kasę i odjeżdżamy.
Wyjeżdżam z Litwy. Staję na granicy. Strażnicy sprawdzają dokumenty.
 - A ona? - pyta łamiącym angielskim starszy oficer. - Co z nią? - wskazuje na nieprzytomną Elizabeth.
- Źle znosi ciążę. Mamy umówioną wizytę i dlatego się spieszymy.
Patrzy na mnie krzywo. Nie wiem czy w to wierzy. Rzuca mi niedbale dokumenty.
- Zjeżdżaj Angliku - prycha. - Pierdoleni herbaciarze - idzie w stronę kolegi.
Ignoruje to i natychmiast odjeżdżam.
Widzę jakiś zajazd i od razu robię postój. Musimy cos zjeść. Budzę dziewczynę, która znów ma gorączkę. Nawet nie ma siły otworzyć oczu.
- Musisz...musisz... - mówi cicho.
- Tabletki - daje jej je i karze popić.
Nie pomagają nawet po upływie pół godziny. Jest po prostu jak lalka.
- Mała no.. - sadzam ją sobie na kolanach i kołysze.
- Myślę, że nie poznam twoich kolegów...- szepcze.
- Co?  Elizabeth wpierdolę ci zaraz.
- Nie mam siły Harry, naprawdę nie mam siły...
- Słońce nie żartuj sobie.
- Nie mam siły - powtarza kładąc głowę na moim ramieniu.
- Jasne że masz. Pojedziemy do szpitala.
- Nie możesz ryzykować. Jedź. Zostaw mnie tu -mówi powoli. - Jak będziesz mógł, a ja dam radę to wrócisz...Kochanie Proszę jedź - wkłada w to wszystkie siły i uczucia.
- Nie. Jedziemy do szpitala.
- Nie zgadzam się.
- Nie masz nic do gadania.
- Harry, nie. Proszę - po policzkach spływają jej łzy. - Proszę..
- Oni ci pomogą.
- Sprawdzą wszystko. Nie mamy ubezpieczeń. Czegokolwiek. Nawet nie wiem gdzie jesteśmy...
- Nie pójdziesz do więzienia. Powiemy prawdę. Porwałem cie.
- Nie - zaprzecza od razu. Dalej płacze, nie wydając z siebie ani jednego dźwięku. Później po prostu zamyka oczy i mdleje? Odpływa? Wykluczam to najgorsze.
Szybko jadę do szpitala. Już po chwili wbiegam z nią na oddział.
Jest straszne zawieruszenie. Dużo pacjentów i nikt nie umie się ogarnąć.
Zaczepiam jakąś lekarek i proszę o pomoc. Zgadza się widząc nieprzytomną Elizabeth. Chodzę po korytarzu, gdy wykonują jej badania. Mój telefon znów dzwoni.
- Halo?
- Pospieszcie się. Ten towar jest potrzebny - słyszę Zayna. On jest od...zabijania. totalnie. Chłopak bez uczuć, gdy jego miłość rzuciła go. Po prostu.
- Jasne- nie muszą wiedzieć wszystkiego.
- W ile będziecie?
- Nie wiem. Jak dojedziemy - mówię i się Rozłączam.
Doktorka wychodzi po chwili z wynikami badań. - Żona jest osłabiona i odwodniona. Jutro będzie juz wszystko dobrze. Podamy leki na zbicie gorączki oraz kroplówki. Nie skarżyła się na ból brzucha? Bo jedziemy na stół.
- Operacja?  Po co?
- Wyrostek. Nic poważnego.
- Jasne- siadam na krzesło i intensywnie myślę.
Mam nadzieję, że jutro ruszymy. Nie mamy czasu. Najważniejsze jest to, aby wyszła z tej choroby. Dlaczego tak mi zależy. Nie może jechać zaraz po operacji. Przecież to niebezpieczne. Odnajduje numer do jej rodziców.
Patrzę na telefon zastanawiając się czy mam zadzwonić. Namierzą nas i koniec. Ale nie może jechać, a ja tak. Jak zostanę to tylko ściągnę na nią kłopoty. Myśl Harry. Chciała, abyś ją zostawił.
Wysyłam jej rodzicom bilety na samolot z wiadomością że ich córka tu jest i ma operacje. Zostawiam kasę w jej torebce i odjeżdżam.
Tak. Tak będzie lepiej. Na pewno. Nie powinna się w tym wszystkim znaleźć.
Trzymam mocno kierownicę i wymijam kolejne auta.
Zatrzymuję się wieczorem pod motelem. Niedługo przejadę przez kanał. Wchodzę do małego pokoju i rzucam rzeczy na łóżko.
Trzeba się przespać. Zasypiam jednak dopiero po 2 w nocy.
Rano wchodzę pod prysznic. Szybka kąpiel i ogarniam siebie. Kto mi teraz będzie gadał? Nie ma kto mi towarzyszyć. Nie myśl o tym. Pospiesznie pakuję się i sprawdzam dokumenty. W portfelu znajduję złożoną kartkę.
Marszczę brwi i rozkładam ją czytając.
harbara"Miałam nadzieję, że w końcu przestanę być twoim problemem. Cieszę się, że mogłam przeżyć taką przygodę życia. I jesteś najlepszym porywaczem pod słońcem, draniu. Będę tęsknić, bo jesteś moim kochanym udawanym mężem i tak naprawdę wcale nie chcę, żebyś mnie zostawial. Podaję ci adres mojego domu. Napisz, gdy dojedziesz. Proszę. Twoja Elizabeth"
Uśmiecham się pod nosem i przyspieszam. Ona wydobrzeje a ja będę wolny.
Będzie dobrze. Louis będzie zadowolony.  Wszystko się ułoży.. Z portfela wystaje nasze zdjęcie. Wywołaliśmy je. Ona jest cudowna.
~*~
- Czego w słowach "masz ją tu przywieźć" nie zrozumiałeś?! - warczy stojąc naprzeciwko mnie.

- Masz towar. - mówię znudzony.
- Chcę dziewczynę. A jak chcę to mam. Niall, podaj mi jej adres. - odwraca się do blondyna.
- Zostaw ją.
- Wyjdź stad.
Prawie dwa tygodnie nie widziałem Elizabeth. Jadę do niej od razu gdy tylko jest to możliwe. Gdy jej mama mi otwiera słyszę śmiechy z salonu. Staje w drzwiach i zauważam Louisa śmiejącego się z moją Elizabeth.
Wiedziałem, że pojedzie do niej. Nie opuściłby sobie. Nigdy nie odpuszcza. Tak samo było z Nią. A teraz z Ellie. 
- Elizabeth, masz gościa.
Uśmiecham się nieznacznie gdy brunetka przenosi na mnie wzrok.
- To Harry mamo - mówi i podchodzi do mnie. - Pytałaś skąd obrączka. Już wiesz.
- Jak się czujesz? -staram się zignorować Louisa.
- Dobrze, dziękuję - odpowiada ciszej i uśmiecha się. - Chodź. Przepraszamy na moment - prowadzi mnie na górę.
- Wolałbym tam nie zostawiać Louisa samego.. - idę za nią niepewnie.
- Powiedział, że zabierze mnie do Anglii. Muszę tam pojechać. Ty tam będziesz - mówi nagle zatrzymując się na schodach.
- To znaczy... co?
- Chyba, że ty tego nie chcesz - dodaje juz mniej pewnie.
- Przyjechałem do ciebie.
- I to jest takie kochane - uśmiecha się. - Powiedz mi jaki jest haczyk, że on tak chętnie mnie zabrać chce - oplata rękoma moją szyję.
- Zanim dotarlibyście na miejsce przekabacił by cię. - patrze na nią uważnie.
- Niet - kręci głową. - Nie dla niego tyle ja ryzykowałam. Widzisz, wzięli mnie na przesłuchanie i wiesz ja kogo spotkałam? Straż graniczną. Ciekawe mieli winy. Powiedz, że Tęskniłes. Proszę powiedz - wspina się na palce, aby dosięgnąć moich ust.
- Cholernie tęskniłem - podnoszę ją i oplatam jej nogi wokół mojego pasa.
Uśmiecha się jeszcze szerzej, po czym mnie długo całuje. Bardzo długo.
- Wypieprze go stąd.. - mówię cicho.
- Ale on ci może cos zrobić...
- Za bardzo jestem mu potrzebny.
Głaszcze mój policzek i jeszcze przez chwilę całuje. 
- Wydaje się miły. Czemu on kłamie?
- Bo postawił sobie za cel zabranie mi ciebie..
- Faceci - wywraca oczami.
- Nie zrobisz mi tego prawda?
- Ty mnie możesz lubiłą nazywać. Ja lubjo tiebja. Jeśli rozumiesz to będziesz wiedział - mówi do mojego ucha.
- To tak czy nie.
- Domyśl się draniu.
- Jedź ze mną do Anglii.
- Jedzie ze mną - Louis staje na schodach, gdy mala chce się odezwać.
Odstawiam ją i odwracam się do niego. 
- Daj jej spokój.
- Hm...odpowiedź brzmi nie - przekrzywia głowę, wbijając wzrok w brunetkę. Uśmiecha się do niej lubieżnie. - Już wiem, czemu ją pieprzyłeś.
- Jeśli ją tkniesz rzucę te twoje interesy w cholerę.
- Jesteś ode mnie zależny. Inaczej będziesz skończony. Elizabeth na pewno chciałaby się przekonać jaki jest prawdziwy mężczyzna.
- Zostaw ją. - powtarzam przez zęby.
Ręka brunetki przesuwa się po moich plecach w geście uspokojenia.
 - Szto jest Louis? - wychodzi przede mnie. - Ja kobieta i u mnie jest ostateczne zdanie. Ty mi nie możesz nakazać z kim ja będę. Kak ty Harryemu cos zrobisz, ja zrobię tobje. Jasno? - mówi poważnie. (tł. Co jest Louis? Jestem kobietą i to ja mam ostateczne zdanie. Nie możesz mi kazać z kim ja będe. Jak ty zrobić coś Harry'emu, ja zrobię tobie. Jasne?)
- Po prostu odpuść. Tym razem odpuść. - mówię.
- Valerie tez była seksowna. Ale taka Rosjanka przy boku to co innego - przygryza wargę
Nie wytrzymuje i uderzam go. Ten łapie równowagę i mi oddaje.Zaczynamy się bić na całego. Nie popuszczę mu.
Krew płynie z mojego nosa. Tłukę go mocno jak on mnie, gdy między nas w biega trzech chłopaków. Wyrywam się im i ponownie dopadam Tomlinsona. Nie pozwolę mu mi jej odebrać.
- Hej spokój. Panowie no - mówi chyba najstarszy. Oboje się im wyrywamy. Elizabeth dotyka mojej twarzy. Glaszcze oba policzki.
- Harry, nie. Nie warto. Proszę.
- Spierdalaj stąd - burczę do bruneta.
- A ona ze...- Louis odchyla głowę dostając siarczysty cios od dziewczyny. Ta ugina kolano i kopie go w ał..
Zasysam powietrze sam mu współczując.
- Ow...- mówią jej bracia równo. 
- Ty go przeproś! Albo ja znów ci coś zrobię! - bojowa dziewczyna. - Pogódźcie się!
- No dawaj - śmieję się.
- Harry! - piszczy brunetka.
- Wygrałeś...
Wyrywam się chłopakom i zmuszam Elizabeth do pocałunku widząc jak krzywi się przez moją krwawiącą wargę.
- Kocham cię - szepcze cicho.
- Ja ciebie też.
- Kiedy to zrozumiałeś? - pyta z ciekawości.
- Nieistotne.
- Żenada Harry, Żenada. Ty wszystkie kochasz - Tomlinson znów się odzywa.
- To będzie mój świadek - mówię i jeszcze raz ją całuje. 
Uśmiecha się ładnie i ciągnie do łazienki. Opieram się o wannę, gdy ona opatruje moją wargę i ociera krew z nosa.
- Jak twoja blizna? - pytam.
- Pozwól, że będziesz podziwiał później - przyciska wacik do moich ust.
- Ajć.. - sycze.
- Przepraszam - mówi od razu i chucha na szczypiące miejsce.
Korzystam z okazji i łącze nasze usta. Uśmiecha się, oddając pocałunek. Kiedy ona stała się dla mnie tak ważna? Dwa tygodnie minęły, a ja czułem okropną pustkę.
- Nie ma to jak pierwsze, dobre wrażenie nie?
Zaczyna się śmiać i wrzuca waciki do śmietnika.
- Sasza, Peter i Nicolas już cię polubili. Lubią facetów z mocnym charakterem. Ale niestety moja mama uwielbia Lou.
- On ma to coś co uwielbiają kobiety..
- Ja uwielbiam to co masz ty - kładzie dłonie na moje ramiona.   
- Oby.
- Misiu, na pewno tak jest. Ja Postaram ci się to jakoś udowodnić.
- Bo na prawdę chciałbym Ci mówić kocham już zawsze - patrze w jej oczy. 
- A ja tobie. Jesteś...och Harry. Zmieniłeś się troszkę. I ja cię bardzo za to cenię. - spogląda na mnie z ogromnym szacunkiem i podziwem. Na mnie? Na złodzieja? - Ponieważ my "małżeństwo" to zabierzesz mnie w podróż. Tylko z autem. Bez pieniędzy.
- Co? - śmieje się nie do końca rozumiejąc.
- No wiesz - oplata moją szyję i buja się na stopach, robiąc dzióbek. - Taka powtórka z rozrywki.
- Skarbie.. to była konieczność.
- Teraz będzie przyjemność. Hej no, jestem dziewczyną złodzieja. Podoba mi się to.
- Oo.. nie. Nie będziesz macana.
- Byłam wtedy to i teraz mogę. Poza tym są różne sposoby. To nie muszą być tylko kasyna - mruga oczami.
- Elizabeth..
Uśmiecha się niewinnie, robiąc słodkie spojrzenie.
- Pakuj się.
Bierze moją twarz w dłonie i całuje. Wybiega z łazienki, a ja się podnoszę. W drzwiach zderzam się z wysokim brunetem.
- Więc to teraz? - pytam.
- Jestem Peter - podaje mi rękę. - Sasza jest starszy, ale z nim nie chciałbyś rozmawiać.
- Harry.
- Chodź - klepie mnie po plecach i prowadzi do salonu.
Wskazuje na fotel i sam siada na kanapie. - Widzisz, cała nasza piątka bardzo troszczy się o Elizabeth. Ktoś ją skrzywdzi - my krzywdzimy jego.
- To oczywiste. - Kiwam głową.
- A my Rosjanie, nie darujemy. Więc jeśli jej włos z głowy spadnie to stary...
- Też mam siostrę - tłumacze.
- No widzisz.
- Wszystko jest dla mn.. - wraca Elizabeth.
- Na górę. Nie strasz go, bo pieszo będzie wracał do Londynu jak mu jeszcze coś nagadasz. Idź sobie.
- No mów papa mała - odzywam się
Odwraca się do mnie.
- Myślę, że jesteś bardzo zmęczony po tylu godzinach lotu tutaj - mówi, bawiąc się suwakiem swetra pod którym nagle nic nie ma.
- Zamykaj to i jedziemy - mówię na wydechu i ją wymijam.
- Skarbie, jedna noc.
- Czekam w aucie - wychodzę.
Za chwilę za mną wychodzi jej mama. Niesie jakiś koszyk.
Podchodzę do kobiety i uśmiecham się grzecznie.
- Macie na drogę - podaje mi. - Dlaczego nie zaprosiliście nas na ślub? W Rosji to porządne uroczystości, więc macie je wyprawic. Tak to rozkaz.
- Jasne proszę pani - drapie się po karku. - Dziękuję.
- Nie masz za co. Czy twój uroczy kolega może jeszcze zostać? - uśmiecha się.
- Odwioze go na lotnisko. Rodzina czeka. Żona, dzieciaki. - naginam trochę prawdę.
- Szkoda, jest taki przystojny. Rozumiesz. Dawno nie miałam mężczyzny.
- Ja... O jezu.. - patrze zrezygnowany w niebo. Mama Elizabeth to bardzo ładna kobieta.
Zresztą po kimś moja dziewczyna odziedziczyła urodę. Ale Louis? Poważnie?
- Lubi kolorową koronkę. - mówię ucinajac temat gdy staje przy mnie moje kochanie.
- O czym rozmawiacie? - oplata rękoma moje ramię i całuje mnie w policzek.
Harbara- Nic. - mówię szybko.
Kobieta uśmiecha się do nas i przytula po kolei.
- Proszę uważaj na nią. Dużo przeszła.
Kiwam głową. Otwieram małej drzwi, sam zajmuje swoje miejsce i odjeżdżamy.
Ruszam, a jej mama nam macha. Zimno....
- No i masz. Jedziemy.
- To co innego. Bo teraz jedziemy do twojego domu. O, wiem ze tęskniłeś. Dawno nikt do ciebie nie mówił. - zapina pas. - Posłuchaj, może ja powinnam zmienić fryzurę. Albo cos sobie dopełnić. A może coś ci się nie podoba?
- Nazwisko.
- Co? - marszczy nos.
- Twoje nazwisko...i może trochę cycki.
- Za duże no nie? Ale nazwiska nie zmienię, bo jak?
- Żartuje. - śmieje się. - Są idealne.
- Zabiję cię kiedyś - wzdycha.
- Kocham Cię. - nachylam się i ją całuje.
Z namiętnością oddaje pocałunek. Jest cudownie.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 12

Przebudzam się, gdy dziewczyna obok zaczyna drżeć. Śpi i chociaż jest ciepło, trzęsie się, a dreszcze przechodzą przez jej ciało.
- Elizabeth? - trochę się niepokoje. - Ej mała..
Przytula się mocniej szukając ciepła. Ona jest po prostu rozpalona.
- Skarbie.. - otulam ją i delikatnie budzę.
Otwiera oczy i zagryza siną wargę.
- Co jest? - pytam cicho żeby jej nie wystraszyć.
- Nie wiem, zimno Harry...
- Masz pewnie gorączkę. - wstaje. Ubieram jej majtki, daje jej bluzkę i na to zakładam jeszcze swoją. Znajduje dresy które również karze jej założyć. Potem jeszcze trzy pary skarpetek. - Musisz się wypocić.
Kiwa głową przytulając się do poduszki. Cholery. Nie mam tu żadnych leków.
Będzie trzeba coś załatwić. Robię jej herbaty i pilnuje by całą wypiła.
- Nie zostawiaj mnie, nie możesz...- nagle zaczyna mówić. - Ja cię potrzebuję. Harry, nie zostawiaj mnie.
- jestem. - przytulam ją i uspokajam.
Rozplakuje się i zaczyna kasłać. No cholera...
Robię wszystko żeby zasnęła. Nie ma wyjścia muszę ją zabrać do lekarza. Od razu ruszam. Z brunetką na rękach wchodzę do prywatnego gabinetu, to było najlepsze wyjście. Bez słowa do doktora kładę ją. Wyciągam pistolet.
- Niech jej pan pomoże. Zapłacę.
Mężczyzna zdziwiony, ale i trochę wystraszony patrzy na mnie.
- Postaram się...
Staję pod ścianą nie chcąc mu przeszkadzać.
- Jakie były objawy? - pyta, pochylając się nad brunetką, która traci przytomność.
- Gorączka, dreszcze, kaszel.. chyba nawet majaczyła. - wyliczam.
- To grypa prawdopodobnie, albo ebola.
- Sprawdź to. - mówię na prawdę przestraszony.
- Jeśli to to drugie to nas zarazi. - on chyba panikuje.
- Zapłacę ile chcesz. Wszystko do cholery.
- Ale ja nie jestem cudo twórcą. Miejmy nadzieję, że to grypa. Inaczej stad nie wyjdziemy - osłuchuje ją.
- I co? - pytam co chwila.
- Pańska żona ma 41 stopni gorączki - bierze jakąś strzykawkę i ją czymś wypełnia
- Co to jest? Na gorączkę?   Po co jej to?
- Proszę mi nie przeszkadzać.
- Jak jej się coś stanie.. - mówię i chodzę niecierpliwie po gabinecie.
Mężczyzna podaje jej różne środki. Ona nie może mieć tego wirusa. Nie wiem ile czasu mija, ale to tortury.
- Nie zostawiaj mnie...- zaczyna mówić.
- Jestem mała.- mówię spod ściany. - Powiedz mi wreszcie co z nią jest.
- Objawy są jak od grypy. Więc takie leki przepiszę.
- Czyli to to?  Nie wyjdę stąd dopóki nie przysięgniesz na swoje dzieci że to to
- Tak...
- Dziękuję - czuję ulgę.
- Musi odpoczywać. Dużo leżeć i pić.
- I te leki tak?
- Tak proszę pana.
- Nie było nas tu. Jasne?
- Jasne...
Kładę na jego biurko wszystko co mam przy sobie, czyli prawie wszystko co mam w ogóle i zabieram małą.
- Nie...Puść. Musisz jechać - mówi.
- Elizabeth cicho, proszę.. - wchodzę do tira.
- Harry, ty mnie posłuchaj - prosi słabo. Dotyka mojego policzka. - Musisz jechać. Nie ma czasu. Ja ci przeszkadzam. Ja wiem, że dasz sobie radę sam. Jak zawsze dawałeś.
Śmieję się cicho i ją kładę.
- Idź ty spać bo na prawdę zaczynasz głupio gadać. Będę jechał, a ty spróbuj jakimś cudem wyobrazić sobie że to fale i zaśnij. Dobrze?  Obudzę cie znów, gdy trzeba będzie wziąć leki.
- Harry, ja mówię poważnie. Tracisz pieniądze i czas. Na mnie.
- Śpij kochanie. - całuję jej czoło.
Patrzy na mnie jak dziecko, które źle zrobiło. Kucam i ją przykrywam kocem. Ten facet dbał tu o porządek. Mamy zapas wody oraz jedzenia.
Całuję jej nosek i posyłam uśmiech.
- Dziękuję mężu - mówi po chwili i zamyka oczy.
Idę za kółko i ruszam. Musze trochę nadrobić. Mam nadzieję, że przyjedziemy dziś granicę. Muszę się pozbyć tego auta. Potrzebujemy czegoś szybkiego. Na szczęście udaje mi się przekroczyć granicę bez komplikacji. Idę do kasyna. Bez Elizabeth nic nie udaje mi się zdziałać. Mam tylko tyle ile wygrałem. Kupuje używane bmw i kładę małą na tylnych siedzeniach.
- Co się stało? - otwiera oczy. Układam jej pod głową poduszkę.
Mam wrażenie że czuje się trochę lepiej.
- Nic kochanie. Zjedz leki skoro się obudziłaś.
- W porządku - siada, biorąc ode mnie tabletki. Przynajmniej nie trzęsie się z zimna.
- Połóż się i... i spróbuj zasnąć - ciągle to mówię.
Łapie moją dłoń i całuje obrączkę. Wydaję mi się, że jestem dla niej ważny.
- Dziękuję Harry. Za to, że jesteś. Nie miałam osoby, która tak mnie wspiera. Chciałabym...Ja..., żebyś coś wiedział. - kładzie dłonie na moich policzkach. - Jestem dla ciebie.
- To musisz wyzdrowieć. -   całuje jej krótko usta. Robię to jednak delikatnie i czule.
Blada przytula się do poduszki i kaszle. Muszę jechać dalej.
- Śpij słońce - podnoszę się i wracam za kierownicę.
Zatrzymamy się na obrzeżach Litwy. Musimy znaleźć nocleg. Nie może spać w aucie. Znów dostanie gorączkę.
Kasa znowu szybko się skończ. Wzdycham, to nie istotne. Znajduje jakiś tańszy, ale jednak luksusowy hotel. Biorę Elizabeth na ręce i wnoszę do pokoju.
Kładę ją na łóżku. Idę po nasze rzeczy. Gdy wchodzę do pokoju, dziewczyny nie ma na łóżku.
- Elizabeth? - Idę do łazienki jej poszukać.
Nachyla się nad toaletą, wymiotując.
- Kurwa.. - podchodzę do niej i trzymam włosy.
- Wody...- mówi po chwili.
Gdy już przestaje, myje zęby i biorę ją na ręce jak małpkę. Siadam z nią na kolanach i podaje picie.
- Przepraszam - zaraz się tu rozpłacze.
- Pij - zmuszam ją do opróżnienia całej butelki.
Przytula się do mnie. Musi wyzdrowieć. Musimy zarobić.
- Jest chociaż troszkę lepiej? - pytam pocierając jej plecy.
- Nie mam dreszczy - odpowiada. - Nie chcę już...
- Wiem śliczna.. - całuje jej czoło i przykrywam ją.
Zamyka oczy i odpływa. Siadam na krześle jedząc jabłko. Muszę coś wymyślić. Powinienem zadzwonić do Louisa.
Ale na prawdę cholernie nie mam na to ochoty. Wieczorem daje Elizabeth tabletki i wychodzę do kasyna. Mam zamiar uwieść jakąś bogatą kobietę. Tylko że nawet najbogatsza z wszystkich tam nie da tyle co ofiara dziewczyny. No nic ważne że coś.
Siadam przy stole obok ładne blondynki. Na pewno starsza ode mnie.
Pewnie ze dwa razy. Ale setki tysięcy wydane na wygląd robią swoje. Zostają rozdane karty. to dobry przeciwnik. Widzę jak mi się przygląda.
W pewnej chwili wyciągam telefon udając że Wcześniej zadzwonił.
- Tak? Dobrze, przelej mojej żonie 600 tysięcy.... więc jeśli woli czarną to przelej jej więcej. - udaje że słucham kogoś po drugiej stronie. - Tak. Dwa miliony lub ile tam trzeba. Niech mi po prostu już dzisiaj nie przeszkadza. - " Rozłączam się " i posyłam przepraszający uśmiech kobiecie.
- Widzę, że żona ma wymagania - odzywa się delikatnym głosem.
Rozmawia o dziwo po angielsku. Nawet nie ma akcentu Litwińskiego. Być może nie jest stąd. Moje szczęście.
- Tak, ale co to jest... taka drobna sumka.
- Oczywiście - uśmiecha się do mnie. - I puszcza samego do kasyna?
- Lubię czasem zmieniać moje towarzystwo - biorę do ręki szklankę z trunkiem.
- Chyba pan wygra. - stwierdza niepocieszona
- Zawsze wygrywam - mówię ściszonym głosem.
- Och - uśmiecha się lekko. - A później pójdziemy na drinka.
- Z wielką przyjemnością. - Wstaje i podaje jej swoje ramię.
Również się podnosi. Zmierzamy do baru, gdzie pijemy drinki i rozmawiamy. To proste co muszę zrobić. Uwieść ją, zdobyć gotówkę, którą tu wygrała. A sporo wygrała.
- Odbiorę tylko pieniądze i możemy stad wyjść - mówi do mojego ucha i rusza do kasy.
Uśmiecham się pod nosem i czekam. Dużo zarobię. Wierzę w swoje możliwości. Biorę ją pod rękę i zabieram ciężka walizkę.
Nie mam zamiaru się zapędzać. Myślę o Elizabeth a to jest po prostu praca.
- Chodź do mnie - mówi wskazując na hotel niedaleko.
- Nie chciałbym niepokoić męża.
- No cóż - mruczy pod nosem.
- Dlatego proponuję wziąć pokój. Chętnie tam panią ugoszczę.
- Dobry pomysł - zgadza się od razu.
Wynajmuje pokój i wchodzimy do windy.
- Czemu tu jesteś? Pochodzimy z Anglii kochany - poprawia mi kołnierzyk.
- Lubię zwiedzać. - ukazuje szereg ząbków.
- Rozumiem. Jesteś przystojnym mężczyzną.
- Z ust takiej kobiety to prawdziwy komplement.
Uśmiecha się i jeździ paznokciami po mojej szyi.b
Odchylam głowę i liczę w głowie piętra. No szybko. W końcu docieramy do pokoju. Mamy tam whisky.
Dyskretnie podaje jej do szklanki silne tabletki nasenne. Szybko zaśnie, będzie z głowy. Kładę ją na łóżku i całuję po szyi, a kobieta odpływa. No i świetnie. Pieniądze zabieram do czarnej torby, a walizkę zostawiam.
Biorę jeszcze biżuterię i szybko się ulatniam. Wchodzę do naszego pokoju. Elizabeth przy lampce siedzi na łóżku owinięta kocami i liczy pieniądze, których nagle jest duża ilość.
- Skąd to masz?
- Nie chcę być bezużyteczna - przenosi na mnie wzrok i przeciera oczy.
- Skąd je masz?
- Ukradłam. Skąd mam je mieć? Chodziłam po pokojach. Zresztą nikt się nie domyśli, że chora kobieta ledwo chodząca da radę. Akurat monitoring jest zepsuty.
- Okay - rzucam się obok niej na łóżko.
- Tobie też się udało? - kaszle i składa banknoty.
- Tak - wskazuje na torbę.
- To dobrze draniu...- kładzie się przy mnie. - Śpimy?
- Śpimy - oplatam ją ramionami.
Zamyka oczy, a ja robię to samo. Nasze życie nie jest proste. Raz się uda, a raz nie. Ciągle ryzyko i bezpieczeństwo w które ją wciągnąłem.


wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 11

- Wszystko w porządku? - pytam przestraszony.
- Nie...Jakiś Niall dzwonił. Za chwilę będzie tu nalot - duka.
- Nalot? - marszczę brwi. To raczej mało prawdopodobne. Liczę że źle zrozumiała.
Kiwa głową.
- Ktoś zgłosił kradzież biżuterii. Złodzieje przemieszczali się kamperem.
- Ubierz się szybko, weź pieniądze i zejdź na parking jasne?  Szybko - sam zakładam tylko spodnie i Wybiegam z pokoju. Musze skombinować nowe auto. Nie możemy jechać tym kradzionym. Mam nadzieję, że mi się uda. Jednak nie mam czasu. Widzę policję przy głównym wyjściu. Rozglądam się szukając wyjścia ewakuacyjnego. Cofam się i zbiegam po schodach do parkingu podziemnego.
Elizabeth wyciąga z kampera cały towar, który mam przetransportować. Bezsensu byłoby to zostawiać.
- Harry - mówi i pokazuje na czarnego vana. - Otworzyłam.
Biorę w ręce wszystkie torby i wrzucam do bagażnika. Podchodzę do niej i zdejmuję jej stanik, a bluzkę maksymalnie obciągam.
- Ty prowadzisz mała.
- Co to miało być? - patrzy na mnie zdziwiona.
- Musisz się spodobać panom. - znacząco patrze na jej odznaczający się biust.
- Ktoś nas zatrzyma Harreh?
- Nie wiem tego. Ale twoje atrybuty mogą nam pomóc.
- Dziękuję, że tak twierdzisz - patrzy przez ramię. - Zrobimy inaczej. Ty odpal auto, bo ja nie potrafię. Idę przez główne wejście. Spytam przypadkiem o co chodzi, że jest tam policja.
- Odwrócisz uwagę jednego lub dwóch a mnie wtedy sprawdzą.
- Więc co robimy? - bierze głęboki oddech.
Tylko niech nie wpada w panikę.
- Uruchomię ci auto, schowam się w bagażniku, a ty gdyby nigdy nic wyjedziesz. - robimy jak mówię.
Gdy przejeżdża przez bramę hotelową obok radiowozu, zerka nerwowo w lusterku. Widzę jak się denerwuje. Oddycham z ulgą dopiero wtedy, gdy jesteśmy kilka kilometrów dalej.
- O Boże...Wiesz, że trzeba szybko wymienić to auto? Właściciel na pewno zgłosi kradzież.
- Wiem. Cicho, spokojnie - Zamieniam się z nią. - Kupimy coś, tylko zaraz potem zabraknie kasy.
- To ukradniemy znowu. Proste. - opieram głowę o szybę i przeciera oczy. - Lubiłam kamper...
- Nie możemy kraść. Będą ciągle na naszym ogonie.
- Wybacz, ale nie mam....Albo mam. Udamy potrzebujących.
- Co? - nie rozumiem.
- No będziesz chory czy coś. Będziesz potrzebował pieniędzy.
- Nie. Załatwię kasę na jakiejś stacji albo znów w kasynie.
- My. Przyzwyczaj się, że my - odpowiada i idzie na tył auta. Wyciąga bluzy, aby robiły za poduszki.
- Nie chce żebyś to robiła. Ja lubię grać. Łapy obcych facetów ci nie odpowiadają, mi też nie.
- Nie wpadajmy w paranoje. Było ok. Gdyby macał mnie poza granicami, dostał by w twarz i w coś cenniejszego.
- Co wzbudziło by sensacje. Dziewczyny tych rzędów pozwalają na wszystko na co pozwoli ich "właściciel " czytaj mąż, a gdybym za szybko kazał przestać to również byłoby podejrzane. Rozumiesz?
- Zatrzymaj się na chwilę - pokazuje na pobocze. - Na chwilę.
Zwalniam i spełniam jej prośbę.
Wysiada z samochodu i widzę jak staje przy drodze. Macha ręką tirowi, a ten jak na zawołanie zjeżdża na bok. Nie słyszę co do niego mówi, ale coś tłumaczy i pokazuje na nasze auto. Biorę broń, gdy ona dostaje pieniądze i wsiada do środka. Odwraca jego uwagę, żebym ja mógł mu po prostu wsadzić kulkę w łeb. Wysiadam i zachodzę go z drugiej strony. Załatwiam to szybko i czysto by nie poplamić tapicerki.
- Sprawdź co ma w bagażniku - rzuca do mnie markotnie i wyciąga portfel mężczyzny.
- Nie musiałaś tego robić. Liczyłem że po prostu chcesz uprawiać seks - śmieje się robiąc co mówi.
- Chciałam! Ale chętnego partnera nie widzę.
- Słucham? - wracam do niej wzrokiem.
- Nie widać? - dotyka nabrzmiałych piersi i wybucha śmiechem.
- rób to szybciej.
- Ja już zrobiłam. Na ciebie czekam.
- Bierzemy tir czy zostajemy przy aucie?
- Ty tu rządzisz. Zaoszczędzimy kasę. Tylko pozbądź się tego trupa...- krzywi się zniesmaczona.
Ciało zostawiamy w kradzionym aucie, bierzemy towar.
- Pierwszy raz prowadzę tira - mówię jadąc.
- Nie uspokoiłeś mnie Harry...
- Mała.. nie mogę się zatrzymać. Jak chcesz, to proszę - pokazuje na swoje kolana.
Patrzy na mnie głupio.
- Aż tak nie będę ryzykować. Ja nie robię za poduszkę powietrzną.
hazz- Słońce to.. - Unoszę rękę. Sam wiem że seks tak to byłoby samobójstwo. -.. ale musisz zmieniać biegi.
- Wierzysz, że mi się uda tak?
- wierze w ciebie. Ale zrobisz jak uważasz - wzruszam ramionami.
- Jeszcze nie ryzykujmy...Masz zamiar się zatrzymać czy jedziesz przez granicę?
Nie odpowiadam, bo cały czas się śmieję.
Uderza mnie ręką w krocze. 
- Odpowiedz!
- Ała.. Faceta w to miejsce?  Myślałem że się lubicie?
- Ja go bardzo lubię. Ty nie lubisz mnie. Zatrzymaj się gdzieś i chodźmy spać. Tu są łóżka.
- Spać, spać.. Idź spać jak chcesz.
- Z tobą po dwóch godzinach zajmowatsa seksem. 
- Dwie godziny? - udaję zainteresowanie.
- Harry - karci mnie wzrokiem.
- Ale ja nie jestem gotowy - mówię znacząco.
- Nosz naprawdę - rozpina pas i ściąga bluzkę. - Będę częściej chodzić bez stanika. Taki dreszcz podniecenia, kiedy piersi ocierają się o szorstki materiał, a sutki twardnieją...O nawet teraz tak jest - dotyka ich. - Chcesz zobaczyć?
- O kurwa.. - tego się nie spodziewałem. Szybko zjeżdżam i parkuje.
Uśmiecha się zadowolona i ciągnie mnie na piętrowe łóżko. Opadam plecami na materac. Pochyla się i składa pocałunki na mojej szyi.
Od razu unoszę biodra pozbywając się spodni.
Kładzie moje ręce na piersiach. Jeździ paznokciami po mojej klatce. Nie wiem w co tą dziewczynę wstąpiło, ale podoba mi się.
Masuje jej biust czując jak bokserki zaczynają robić się o wiele za małe.
Podnoszę głowę i nasze usta spotykają się w namiętnych pocałunkach. Jęczy w moje usta. 
- U nas na Rosji to dziewczyny dominują. Najczęściej na jeźdźca - mówi jakby to była wzmianka od pogodzenie.
- Myślę że warto rozszerzać horyzonty. Chętnie poznam twoją kulturę. - siłą ściągam z niej spodnie i majtki.
Untitled- Ty masz gumkę?
- Jeszcze jedna powinna być w spodniach.
- No dobra. Nie ważne. Ja nie mam dni płodnych. Mam kalendarzyk - zapewnia mnie. I chwilę później gwałtownie się nabija
O tak. Uwielbiam to uczucie jej wokół mnie. Kładę ręce na jej biodrach i pomagam się poruszać.
Opiera ręce na moich ramionach. Unosi się i opada. Idealnie ją wypełniam.
Jej piersi podskakują razem z nią dając mi dodatkową atrakcje.
- Och Harry...Jezu...- otwiera szeroko usta.
Siadam przez co zmienia się kąt chcąc znaleźć ten jeden punkt w niej.
Wbija palce w moje plecy. nasze oddech są przyspieszone. Wszystko tu paruje. Po chwili ona dochodzi. Ale to jak...Pierwszy raz doprowadziłem dziewczynę do kobiecego wytrysku.
Dyszy podczas gdy ja całuje i skubie jej nieco opuchnięte wargi.
- Twoja...Twoja kolej - sapie.
Uśmiecham się i przeciągle ją całuje.
Porusza biodrami chcąc abym i ja doszedł. Przyspiesza.
Wiem że jest zmęczona więc dotykam ją chcąc by się uspokoiła i nie forsowała.
Opiera się o mój tors i zamyka mocno oczy.
Całuje ją w czubek głowy. 
- Sam skończę mała..
- Nie Harry...- delikatnie ze mnie schodzi i kleka.
Jej usta działają cuda. Ląduje na plecach i zamykam oczy.
Dochodzę, a ona dokładnie wszystko połyka. Oblizuję członka i praktycznie zasypia na siedząco.
Ubieram ją w moją bluzkę, a sam naciągam bokserki. Biorę ją w ramiona i utulam do snu odpływając chwile po niej.

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 10

Jadę cały dzień bez ani jednego przystanku. Elizabeth gada bez przerwy co na prawdę już ledwo wytrzymuje. Odkąd powiedziałem jej że przed nami kasyno którym musimy się zająć. Wytłumaczyłem jej że musi udawać moją żonę która wyszła za mnie tylko dla pieniędzy, a ja jestem jej starszym obleśnie bogatym i żadnym jej ciała mężem. Gada o tym non stop. Trafiła mi się dziewczyna, która akurat uwielbia mówić. Buzia ją nie boli? Czasem mnie to dziwi. Wyłączam myślenie nie skupiając się co tam gada, ale gdy pyta mnie czy słucham, a okazuje się że nie, od razu się obraża.
- Zrobię wszystko tylko się zamknij - nie wytrzymuję.
- Czemu ty tak bardzo nie lubisz jak ktoś gawa...mówi - poprawia tyłek na siedzeniu. - Dobrze to zrób dobrze. Może będę tak rozkojarzona, że nie będę wstanie się odezwać.
Śmieje patrząc na nią przez chwile i wracam wzrokiem do jezdni. Bierze mój telefon i gra w ściągnięte simsy. Jej już dawno wyrzuciłem. To niezły nadajnik. Zostawiłem jedynie kartę pamięci. W każdym nowym miejscu robi nam zdjęcie.
- Wycisz melodyjkę..
- Niet.
- Wycisz - powtarzam.
- Niet. Ja lubię tę muzykę, więc cicho. Jedź jak jedziesz.
- Powiedziałem wycisz - zaczynam szczypać ją w bok.
Nie robi tego. Złośliwe dziewczę. Po chwili rozlega się dzwonek i odbiera telefon.
- Da? Nie, on kieruje. Zaraz przekroczymy granicę Białorusi i ja nie wiem czy się uda, ale może. Zatrzymuję się gdzieś na poboczu i czekam aż skończy gadać. Widząc, że mogę rozmawiać, oddaje mi telefon. Nawet nie przykładam go do ucha. Włączam głośnik i ciągnę dziewczynę na kolana łącząc nasze usta.
- Harry, uważaj na granicach. Nie wiem co im nagadaliscie ale teraz tez nie będzie łatwo. To samo na Litwie. - mówi Louis, gdy brunetka oddaje pocałunek.
Uśmiecham się cwaniacko i wślizguje dłoń do jej bielizny.
- Och...- jej usta przypominają literkę o.
Nie odzywam się ani słowem, to pozostawiam uzdolnionej Elizabeth. Moje palce odnajduje jej czułe miejsca.
- Harry, słuchasz mnie? - głos szefa znów słychać.
- Harrrry prowadzi...
Chcę dać pokaz Tomlinsonowi do czego wręcz zmuszam małą.
Ellie zamyka oczy i jęczy, nie przejmując się telefonem. Ależ bezpruderyjna.
Wiem że Louis słucha i może nawet jedzie na ręcznym.
- Powiedz czyja jesteś - szepcze jej do ucha.
- Twoja Harry...- wplata palce w moje włosy i za nie ciągnie. Wie w co gram. - Ach...Szybciej Hazz. Jest mi tak dobrze. Tylko z tobą.
- Moja dziewczynka. - przyspieszam swoje ruchy. Zasłużyła na niesamowity orgazm.
- Widzę, że korzystasz Styles - ton głosu Louisa jest zimny.
- Elizabeth? - podnoszę brwi dając jej tym znać by to ona odpowiedziała.
- Jebut twoja mać Louis.
Zaczynam się śmiać. Wystarczy. To jak dochodzi należy tylko do mnie. Rozłączam połączenie zadowolony.
Przytula się do mnie. Pozwalam jej wrócić do siebie po szczycie.
To też lubię. Jak po prostu się przytula. Całuje jej skroń i otulam ramionami.
- Dziękuję Hazz
- Jesteś niesamowita.
- Niet. To ty.
Siedzimy tak jeszcze chwile i ponownie ruszam. Już nic nie mówi. Zgodnie z obietnicą. Mam na prawdę dobry humor. Chcę, żeby jej był równie dobry.
- Idź i wyciągnij torbę z szafki koło łóżka.
- A szto tam jest? - pyta ciekawa.
Przekrzywia głowę, patrząc na mnie.
- No idź - uśmiecham się mając nadzieję że sukienka na naszą "misję" jej się spodoba
Całuje mój policzek i idzie do sypialni. Chwilę później słyszę pisk szczęścia. Śmieje się pod nosem. Poszła na nią cała kasa ze sprzedanej biżuterii, ale warto skoro tak zareagowała.
- Dziękuję! - krzyczy, pewnie już ją przymierzając.
Naprawdę jest zadowolona. Jest osobą która łatwo i szczerze okazuje uczucia. Jak jej się coś nie podoba, jak się boi, jak się cieszy, jak jest smutna. A ja coraz bardziej przejmuje się tym co myśli i jak się czuje. Nie wstydzę się tego, a raczej obawiam. Nie chcę znów czuć odrzucenia. Mam nadzieję, że tak nie będzie. Że okaże się warta wszystkiego. Wczesnym wieczorem lokujemy się w hotelu by Elizabeth mogła się należycie odpierdolić dla tych wszystkich... Aż mnie krew zalewa. Tak. Humor poszedł się jebać. Na pewno będą chcieli się do niej dobierać. Aż w takie cuda nie wierzę.
- Pamiętasz wszystko? - pytam zapinając koszulę.
- Da- oblizuje wargi.
- Wiesz... będę raczej mało przyjemny. Będę cię traktował jak rzecz, dziwkę, ale na prawdę tak nie myślę dobra? - upewniam się. - Będę cię przy nich... a ty musisz być jeszcze bardziej.. musisz sprawić żeby każdemu z osobna stanął. Jeżeli nie chcesz, wymyśle coś innego..
-  Wiesz co? Nienawidzę cię.
- Wymyśle coś innego - mówię szybko.
- Mówiłam, że będę aktorką - uśmiecha się szeroko i bierze torebkę.
UntitledPrzyciągam ją do siebie i całuję.
- Poradzę sobie. Poradzimy. Jak zawsze - mówi, odrywając się ode mnie.
Wygładza mój kołnierzyk.
- Nie... uważaj tylko - gładzę jej gołe plecy aż po tyłek i pomagam założyć
Opuszczamy nasz pokój. Do kasyna jedziemy taksówką. Innego wyjścia nie było. To niedaleko. Na miejscu płacę facetowi i wysiadam pierwszy, po czym podaje jej rękę. Wychodzi z samochodu, uważając na długą czerwoną sukienkę. Płaszcz ma tak rozpięty, że obnaża dekolt. Zaciskam zęby wiedząc że to dopiero początek. Że jest odważna i daleko się posunie. Oplatam ją w talii i wchodzimy do środka.
Dużo klienteli. Obrzydliwie bogaci biznesmeni, którzy przy najbliższej okazji zdradzają żony.
Rozglądam się przez chwilę, aż podchodzi do nas kelner. Zdejmuje płaszcz dziewczyny, a ona uśmiecha się.
- Och - dotyka palcem guzika jego koszuli. Ten automatycznie spuszcza wzrok patrząc na to co pokazuje. - Żartowałam słodki - posyła mu buziaka.
- Nie wczuwaj się niepotrzebnie - mówię jej do ucha prowadzą do głównej sali. Przedstawiam. Każdy udaje że mnie zna nie chcąc wyjść na debila.
Ona i tak mnie nie słucha. To jak gra jest tak naturalne, że nie wiem czy ja się nie wydam. Daje pocałować każdemu swoją dłoń i zamienić słowo. Jak ze mną rozmawia normalnie po angielsku, to tutaj dodaje swój akcent. To zdecydowanie działa na mężczyzn. Siadam do stołu od pokera a ona staje za moimi plecami. Mój przeciwnik siedzący na wprost mnie, nie umie się skupić. Patrzy w karty, ale i na kobietę za mną. Najwidoczniej ta musi go uwodzić na odległość, bo rozpina guzik koszuli. Wpuszczam powoli powietrze z ust i gram dalej. Po czym dyskretnie zerkam przez ramię. Ellie jeździ krwistoczerwonym paznokciem po swoim dekolcie.
- Koniec gry - mówię dumnie.
- Ta runda należała do ciebie Styles - mówi nie tak dużo starszy facet obok mnie.
- Mogę? - Elizabeth wskazuje na jego kolana.
Facet bardzo chętnie ją do siebie przygarnia. Wymuszam dumny uśmiech jakby się chwaląc że wybrał moją zabawkę.
Podczas gry mówi jej coś do ucha. Ta tylko z uśmiechem kiwa głową.
Staram się wyłączyć ten tok myślenia. Muszę grać jak ona. Profesjonalizm.
- Uwierzy pan że wszystko jest naturalne?  Ani jednej operacji. - odzywam się.
- Nawet to? - nie dotyka, lecz pokazuje na piersi.
- Kochanie.. - nie chce jej do niczego zmuszać, ale mam wrażenie że mimo wszystko dobrze się bawi.
Chociaż u niej to nic nie wiadomo. Tak jak dziś myślałem, że naprawdę jest zła.
- Przykro mi, ale się nie przekonasz kochany. Możesz tylko ufać - mówi do niego.
- Myślę że nie będzie w tym nic złego jeżeli pozwoli pan.. - Willson kieruje się do mnie.
- Elizabeth sama zdecyduje czy będzie miał pan tą przyjemność. - biorę szklankę ze szkocką.
- O właśnie - klaszcze w dłonie.
Po upływie dwudziestu minut, oboje udają się gdzieś na górę. Kurwa mać. Wściekły jak cholera szybko zajmuje się przelewem z karty tego dupka.
- Chodź - słyszę po chwili.
Łapie mnie za rękę i idziemy szybkim krokiem do wyjścia. Zabiera swoje ubranie, a później opuszczamy kasyno. Podaje mi zegarek i plik gotówki. Oraz kluczyki od auta.
Wsiadamy i od razu ruszam.
- Co tam robiliście?
- Nic. Przywiązałam go do łóżka - wzrusza ramionami.
- Tak bez niczego? - jestem pod wrażeniem
- No wiesz, miał być...- zamyśla się. - striptiz tak? Tak się to nazywa. Ale zasłoniłam mu oczy i wzięłam co mogłam.
- Jesteś najlepsza. - wymijam jakieś auto.
- Po co ci ten samochód?
- Przejedziemy się nim do hotelu. Wszystko ci pasowało?  Czy coś nie chcesz żeby się.. powtórzyło?
- Nie lubię tego. No ale co poradzę? - patrzy na mnie. - Czuję się jakbym naprawdę wyglądała jak dziwka.
- Więcej tego nie zrobisz. - mówię krótko. - Jakoś sam dam radę.
- Zrobię. Nie oto mi chodzit. Po prostu, nie mam takiego wyglądu?
- Nie masz prawa się tak poczuć - mam ochotę wyrzucić te Pieniądze. Miałem wrażenie jakby granie tego wszystkiego ją bawiło. Ale skoro tak nie jest, źle się czuje to nigdy więcej.
- Pomogę ci Harry - opiera głowę o szybę. - Ale za każdym razem musisz mi udowodnić, że ja twoja.
- Jesteś moja. Tylko dlatego, że mam tą pewność w ogóle się na to zgodziłem. Jednak.. dlatego wolałbym żeby zmacał cie przy mnie niż wlókł gdzieś gdzie nie wiem co się dzieje i nie mogę ci pomóc. Nie chcesz, żeby dotykał. Rozumiem.
Kładzie rękę na moim kolanie. Nic nie mówi, ale posyła mi uśmiech.
- Nie chcę, żebyś była w takich sytuacjach beze mnie. - tłumaczę.
- Dobrze. Więcej nie sama - obiecuje mi.
Kiwam głową i parkuję pod hotelem. Znów pomagam jej wysiąść. Idziemy do restauracji na kolacje i dopiero później wracamy do pokoju. Rozpinam brunetce sukienkę, z której się wyswobadza. Później idę z nią do łazienki. Ona zmywa makijaż, a ja biorę prysznic. Oszczędność czasu. Patrzy na mnie w lustrze, gdy zawiązuję ręcznik na biodrach. Szczotkuje zęby, posyłając mi uśmiech.
Całuję jej kark,biorę od niej szczoteczkę i wkładam do swoich ust. Wypluwa pastę i sięga po ręcznik, kiedy dzwoni telefon.
- Przyniosę - wychodzi z łazienki.
Po chwili wraca blada jak ściana.