niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 1


- Harry, mamy całe cztery minuty. Ani sekundy dłużej. Na parkingu będzie ochrona. Gdy my wkraczamy, oni są daleko pod . płotem. Ale za cztery minuty wrócą. Wchodzisz do tego campingu, kierowca - Louis pokazuje gestem na szyję. - ciało wyrzucasz , my się nim zajmiemy. Rano odjeżdżasz. Zrozumiałeś? -szef patrzy na mnie uważnie.
- Jasne. - zawsze wysyła mnie do trudnych zadań.
Czyli tak zwana czarna robota. Wie, że ode mnie może wymagać najwięcej.
Przeskakuję przez płot i biorę się za robotę. Idę do auta campingowego nie dając o sobie znać. Zresztą jest bardzo ciemno. Jeszcze raz rozglądam się i wchodzę do środka bardzo cicho. Po chwili pojazd jest już nasz.
Jest tu tylko kierowca. To znaczy był. Ma dziurę w tętnicy. Chyba się tu prześpię. Rano wyjadę stad i dojadę na bazę, gdzie spakujemy towar. Czeka mnie długa podróż ze wschodu Rosji. Parkuję w bezpiecznym i ustronnym miejscu gdzie pozwalam by sen objął moje ciało i umysł. Usłyszę jeszcze raz ćwierkanie, które wybudza mnie to oszaleję i zacznę polować na ptaki. Przecieram oczy popękanymi rękoma od mrozu.  Rozglądam się za czymś do picia. Znajduje butelkę wody, więc to tym gaszę pragnienie. Zakręcam napój i patrzę przez okno. Pada śnieg. No super. Nie ma co czekać. Siadam za kółko i ruszam stamtąd
Pojazd którym jadę nie jest duży. Z tyłu ma pewnie jakąś sypialnie, małą toaletę i łóżko nad kabiną kierowcy. Oraz stół i kanapę w przejściu. Mam dokumenty oraz prawo jazdy. Wszystko to jest sfałszowane.  Opieram głowę o rękę podpartą na łokciu. Czeka mnie długa droga.
Pewnie pojadę przez Polskę. Potem kanałem do Anglii. Włączam radio jednak słysząc zniekształcone dźwięki od razu go wyłączam.
Jestem na jakimś zadupiu. Przejechać całą Rosję to masakra. Ale cóż nie robi się dla pieniędzy. A ja ich potrzebuję, żeby utrzymać trzy wille na brzegu Ameryki oraz dom w Londynie.
Zatrzymuje się na jakiejś stacji żeby coś zjeść. Zamawiam hamburgera i siadam przy stoliku na którym pozostały resztki po poprzednim kliencie.
Takie jest moje życie. Gdy jestem w Anglii i siedzę w firmie, wiem co to kultura i obiad w najdroższej restauracji. Ale gdy pracuję w gangu jestem zwykłym złodziejem
Lubie oba moje "wcielenia. "  Płacę i wychodzę ze stacji. Wycieram usta chusteczką i wyrzucam ją za siebie.
Wchodzę do pojazdu. Okay. Jedziemy dalej tymi pożal się Boże drogami.
- Zero atrakcji.. - mruczę przyspieszając.
~Elizabeth~
Auto zaczyna się kołysać. Co się dzieje? Przecież ja nie chciałam nigdzie jechać. Podnoszę się i wychodzę z sypialni. Stoję boso w przejściu. Kurcze.. nie jest dobrze. Wracam tam.
Za kierownicą widziałam jakiegoś mężczyznę. Co jest?  Kiedy się zatrzyma?  Oby niedaleko, przecież nie mogę oddalić się za bardzo od domu.
Mija kilka godzin, a mężczyzna nie zatrzymuje się przez co rośnie we mnie panika. Jestem głodna. Przerażona. Chcę już do domu. Jak na zawołanie czuje że stajemy. Słyszę znajome kliknięcie co oznacza blokadę drzwi.
Próbuję otworzyć okno. Może tak wyjdę. Pcham do góry z całej siły, ale ani drgnie. Opadam na poduszki zła. Co ja narobilam. Gdybym nie wyszła z domu, nie jechała bym z kim obcym.
Sprężyny pode mną skrzypią i po chwili słyszę coraz bliższe kroki i otwieranie prowizorycznych drzwi. Patrzę na młodego mężczyznę. Dość wysoki brunet. Cofam się do tyłu. Widać że jest zdziwiony moim widokiem. Chowa za pasek skierowany wcześniej w moją stronę pistolet. Przechyla się w bok i opiera o framugę.
- Ja juz sobie pójdę. Naprawdę - podnoszę się. - To pomyłka.
- Siadaj - wskazuje głową na łóżko.
- Chciałabym wyjść - Proszę go. - Już i tak jestem daleko od domu.
- Siadaj - powtarza.
Wzdycham i robię co chce zielonooki brunet.
- Imię i nazwisko.
- Ale po co? Ja chcę tylko wyjść - pokazuję.
- Nie jesteś jeszcze świadoma w jakie Gówno się wpakowałaś więc rozumiem że na razie zachowujesz się nieodpowiednio. Podaj mi swoje imię i nazwisko.
Mrugam oczami trochę nie rozumiejąc o co w tym wszystkim chodzi. Może dotychczas tylko wydawało mi się, że jestem inteligentna.
- Natasza Pietrovna.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia...- dobra rok mniej. Nie dowie się. Bo jak?
Brunet wyciąga telefon i dzwoni do kogoś. Skulam się i czekam. Wypuści mnie? Może jest podróżującym księdzem z pistoletem?
~Harry~
- Co mam z nią zrobić? - pytam Louisa.
- No, a jakie masz wyjście? Jak ją zostawisz to umrze. Nie dojdzie tam. Jest zimno. Zabierz ją, przynajmniej będziesz miał towarzystwo. Jest twoja Harry. Rozumiesz co to znaczy? - mówi do telefonu. Brunetka na łóżku wydaje się mało rozumieć z angielskiego.
- Moja?
- Twoja stary - śmieje się.
- No to chuj cie strzeli jak ją zobaczysz.
- Na pewno pożałuję tej decyzji. No ale miałeś szczęście młody.
Rozłączam się i chowam komórkę.
- Dobrze umiesz angielski.?
- Maleńko.
- Więc radze zacząć się uczyć.
- Jak? - patrzy na mnie. - Wypuść mnie.
- Nie mogę.
- Czemu ty nie można?
- Musisz zostać ze mną. - wzruszam ramionami
Przytula się do poduszki. Rosjanki podobno są ostre w łóżku. Oby to okazało się prawdą. Mam ją przy życiu utrzymywać to coś mi się należy.
- Ku da ty jedziesz? - przerywa cisza. (tł. Gdzie ty jedziesz)
- Niech to zostanie moją tajemnicą.
Wzrusza ramionami. Nic już nie mówi.
- Jesteś głodna?
Chyba nie wie o co spytałem. Nie odpowiada.
- Długo nie jadłaś. Chcesz?
Mruga oczami, patrząc na mnie niebieskimi źrenicami. Wygląda na młodą osobę.
Może nawet młodsza niż podała wiek.
- Rozumiesz co mówię?
- Nie - rzuca cicho i odwraca się plecami.
Jak zgłodnieje to sama przyjdzie. Wychodzę zostawiając ją samą. Siadam za kółkiem i zaczynam znów jechać. Podróż będzie mogła trwać z dwa tygodnie.
Ale teraz przynajmniej czeka mnie jakaś atrakcja. Bardzo ładna atrakcja. Może się zabawimy. Uśmiecham się i skręcam wymijając jakieś powolne auto. Dziwnie się jeździ po prawej stronie. Nie jestem przyzwyczajony. Słyszę jakiś trzask drzwi.
Zjeżdżam szybko na bok i idę do sprawdzić. Dziewczyna chyba weszła do pozornej łazienki. Musiałaby wyłamać plastikowe okna, aby wyjść. Szybciej bym ją złapał.
- Natasza? - Powiedziałem zaynowi żeby ją sprawdził tak dla pewności. Przypadkiem może ośmielić się mnie okłamać a tego nie lubię.
Jeśli o coś pytam to wymagam szczerości. Ona o tym jeszcze nie wie, ale szybko się przekona.
- Da? Za chwilę ja wyjdę. - czasem coś powiedzieć umie, ale zrozumie proste wyrażenia.
- Proszę cię... zrób to już.
Dwie minuty później, wychodzi zapinając zamek zimowej kurtki, którą miała na sobie.
- Co tak strzeliło?
- Łatwiej powiedz.
- Hałas.
Otwiera drzwi od łazienki i nimi uderza, prezentując ki trzask.
Naciskam klamkę i pokazuje jej. Wzrusza ramionami. Wraca do sypialni, padając na łóżko. Zagrzebuje się w kocach. I tak włączyłem ogrzewanie. Przecież można zamarznąć.
- Jestem okay mała, patrz. - wyrzucam naboje z pistoletu.
Patrzy na mnie to na srebrne kulki. Natasza kiwa głową.
- Po prostu też bądź w porządku - mówię i wracam za kierownicę.
Ruszam z pobocza. Trzeba by zrobić zakupy. Tylko kurna za co jak ja nie mam rosyjskiej waluty.
Na razie jakaś woda i przekąski są. Zobaczymy dokąd dojadę. Na razie nie ma tu jakiś miast czy czegoś podobnego.
Droga jest raczej pusta więc prędkość pozwala mi szybko jechać. Dopiero kilkanaście minut później, kątem oka widzę jak dziewczyna siada na miejscu pasażera i przykrywa się kocem.
- Gdzie my?
- Czemu pytasz?
- Daleko czy blisko domu? Ja chcę do domu - mówi.
- Mówiłaś już. Jeśli odpowiednio będziesz się zachowywać i.. Zdobędziesz moją sympatię to cie odwiozę.
- Łatwiej - kiwa głową i naciska guzik włączający radio.
Wyłączam je i pokazuje żeby tego nie robiła.
- Bądź grzeczna, zadbaj o mnie to wrócisz do domu.
- O ciebie trzeba dbać? - pyta chuchając na ręce. -  I dom daleko.
- Odwiozę cie.
- Spa...Dziękuję.
Nie odpowiadam. Dalej jadę z szybkością przekraczającą prawo. Chcę jak najszybciej wydostać się z tej Antarktydy po prostu. Wieczorem zaczyna marudzić z głodu.
Znudzony tym daje jej zupę w proszku i mówię żeby ją sobie zrobiła.
Je siedząc przy stole. Ja sam wypijam kolejną butelkę wody. Ziewam przecierając twarz.
Jestem zmęczony. Czas najwyższy na odpoczynek. Całe dziesięć godzin jechałem. W odpowiednim miejscu parkuje i sprawdzam blokadę drzwi. Dziewczyna daje mi koc poduszkę. Rzuca to na kanapę i idzie do pomieszczenia na tyle. Kładę się przykrywając tym wszystkim. Zimno. Ale lepiej o tym nie myśleć. Jestem na pograniczu ze snem, gdy słyszę płynny rosyjski język za cienkiej ściany.
Otwieram szeroko oczy i idę tam.
- Haraszo. Pa mama - tyle dokładnie słyszę, gdy otwieram drzwi. (tł. Dobrze, pa mamo)
Jestem na prawdę zły. Zaciskam zęby i wyciągam rękę po telefon.
- Nie - przyciska ją do klatki.
- Oddaj.
Spogląda na mnie załzawionymi oczami. Podaje mi komórkę.
- TO. Nie było w porządku. - chowam urządzenie do kieszeni.
- Ja nie mówiłam gdzie. Ja wczoraj uciekłam z doma.
- I starasz się tam by tam nie wrócić.
Nie odpowiada. Tylko na mnie patrzy, ocierając palcami łzy
- Nie płacz. - mówię spokojniej.
- Pójdę spać...
- Tak zrób. - wychodzę.
Siadam na kanapie. Przeglądam telefon, starając się zmienić język na angielski
Nie jest to trudne bo pamiętam gdzie to powinno być. Wykonała tylko jedno połączenie. Do mamy. Było to jakieś pięć minut temu, więc rozmawiały niedługo.
Nie powinna tego robić. Nie zapytała, a ja nie pozwoliłem. Nie zna zasad. I nie ma dużo czasu na naukę
Kładę się i zasypiam po chwili.

~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
No i jak Wam się podoba pierwszy rozdział? :) Chcecie być informowani na TT to zapraszam do zakładki.

20 komentarzy: