wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 2

Rano budzę się wcześnie. Potrzeba nam wziąć prysznic, zjeść coś i przespać się w normalnym miejscu. Siadam i staram się wszystko zaplanować. Dziewczyna wychodzi z kabiny kierowcy. Chyba tam spała, bo miała ogrzewanie.
- Weź sobie tamte ciastka - pokazuję palcem. - Później zjemy coś sensownego.
xlittleprettygirlxBierze je i siada obok. Dzieli się ze mną. Biorę jedno i wkładam na raz do ust. Mój telefon zaczyna wibrować. Ciekawą którą mają godzinę w Anglii.
- Halo? - odbieram.
- Natasza Pietrovna mieszka w Moskwie i ma już 30 na karku.
- Zadzwonię później - odwracam się do dziewczyny. - Już wiem że mnie okłamałaś. Nie rób tego więcej, bo mnie zdenerwujesz.
- Jak masz na imię? - pyta łamiącym angielskim.
- W tej chwili chce znać twoje imię, nazwisko i wiek.
- Jak ty powiesz.
- Nie denerwuj mnie.
- Proszę. - kładzie rękę na moim kolanie.
- Mów dziewczyno.
Przesuwa rękę wyżej i ściska moje krocze.
 Dziewuszki mają pierwszeństwo facecie. Nam się ustępuje.
Łapię jej nadgarstki w jedną rękę i przyciągam ją bliżej.
- Posłuchaj dziewuszko, ja pytam musisz odpowiedzieć, a jeżeli najdzie mnie ochota to ja również to zrobię.
- Elizabeth - mówi wolno i wyraźnie, prawie przy moich ustach. - Ray.
- Jeśli znów kłamiesz.. - ostrzegam ją.
- Zapamiętaj - dodaje.
- Wiek.
- Dziewietnaccat. (tł.Dziewiętnaście)
- Młoda jesteś.. - uśmiecham i przejeżdżam palcem po jej policzku.
- Da. A ty facecie?
- Trochę więcej. Podoba mi się twoje podejście. Gdybyś płakała i prosiła o litość tylko byś mnie denerwowała. Widzę że chcesz współpracować, a to bardzo dobrze.
Daje mi zimnego buziaka i krzyżuje nogi. Wraca do jedzenia ciastek. Sam biorę jeszcze jedno i ruszam.
Chcę szybko znaleźć się na jakiejś stacji. Znajduję taką dwadzieścia kilometrów dalej. Wysiadamy oboje. O Boże jak zimno.
Trzymam ją za rękę.
- Chcesz do ubikacji? - pytam.
- Tak - kiwa głową.
Prowadzę ją tam i czekam przed drzwiami.
~Elizabeth~
Co to za facet? Jest miły, przystojny, ale ja się nigdzie nie wybieram. Chcę szybko wrócić do domu od którego jestem oddalona 12 godzin. Zagryzam wargę, stając na jakimś wiaderku. Jestem pewna, że czeka na zewnątrz. Pozostaje okno. Wspinam się na parapet i zeskakuję na śnieg.
O boże. Od razu zaczynam się trząść. Co teraz?
Na nogach nie dojdę. Przystanku nie znajdę prędko. Może jedynie jakieś auto się zatrzyma.
Tylko żeby dostać się do ulicy muszę wyjść zza budynku. Drepczę w miejscu i zastanawiam się co robić. Idę przed siebie. Stoi tu kilka tirów i to wszystko. Może któryś kierowca mnie zabierze z powrotem? Ostrożnie skradam się do jednej z kabin.
Kierowca zauważa mnie i podchodzi.
- Mogę jakoś pomóc. - przez zachodzące słońce jest coraz chłodniej.
- Jedzie pan w stronę Wschodu? - pytam, szczękając zębami.
Niby jestem przyzwyczajona do takich temperatur, ale to około -34 stopni.
- Chodź maleńka, rozgrzejesz się - otwiera mi drzwiczki uśmiechając się szeroko.
Patrzę na niego podejrzliwie. Mam broń tego idioty - przystojnego idioty - w razie czego.
Gdy wchodzę czuje jak jego ręka klepie mój tyłek i zamyka za mną drzwi.
Nic nie mówię. Pistolet wbija mi się w kość biodrową. Patrzę w szybę.
Widzę w lusterku jak brunet wychodzi przed budynek.
Zsuwam się nieco niżej, aby przypadkiem mnie nie zobaczył. Może byłabym wstanie go polubić, ale naprawdę chcę do domu. Ucieczka nie była dobrym wyjściem. Ale zabronili mi się spotykać z chłopakiem. Oni nic nie rozumieją.
- Ile bierzesz? - słyszę przy uchu.
Odwracam głowę do mężczyzny. Nie jest odrażający i stary. Łapię mocno jego podbródek.
- Złamię ci szczękę jak mnie dotkniesz her - syczę. - Chcę jedynie do domu. (tł her - ku**s)
- Benzyna kosztuje.
- Zapłacę, mam ruble.
- Nie chcę ich.
- Funty też. Ale dupy ci nie dam. Nie myl dziwki z damą.
- Mała.. - kładzie dłonie na moim ciele.
Łapię jego ręce i wykręcam nadgarstki. W domu z piątką braci nie da się nie umieć bić. A ten człowiek mnie denerwuje.
- Chcesz zarobić i zawieźć mnie do domu czy nic nie zyskać? - pytam.
Nagle czuje podmuch wiatru na plecach.
- Szto est? - zwraca się do kogoś za mną. CHOLERA.
- Do wozu - słyszę. - Już.
- Nie - odpowiadam i wpijam się w usta faceta. - Pomóż mi.
Czuję szarpnięcie za rękę, a gdy mężczyzna chce mi pomóc zostaje mu przełożona do głowy spluwa.
Podnosi ręce do góry. Nie ma wyjścia. Ja również. Wysiadam. Zostaje wręcz wepchnięta do pojazdu. Siadam na kanapie i podkulam nogi. Obejmuję rękoma kolana. Nie chciałam mu się narażać.
Podaje mi zapiekankę, która wcześniej leżała na stole. Ponieważ jestem głodna bez wahania zjadam wszystko. Chyba jestem na niego skazana. Nie patrzę w stronę mężczyzny. Ten siedzi na przeciwko mnie robiąc coś na telefonie.
Podpadłam mu. Wiem. I dziwne, ale czuję się jak zrugane dziecko.
- W szafce są jeszcze jakieś sałatki i napoje.
- Mogę cię zmienić.
- Nie jestem zmęczony.
- Dobra.
- Masz mnie za tak głupiego?  Nie wiesz gdzie mia... Umiesz w ogóle prowadzić ?
- Da - kiwam głową. - Ja tylko pomóc - tłumaczę.
- Jasne.. I obudzę się pod twoim domem.
- Ja nie ryzykuje.
- A przed chwilą? - zaciska zęby.
- Sorry facet z Anglii. Chcę do domu i próbuję. Ale już nie - kręcę głową. - A ty zły. Klamiesz mnie.
- Ja kłamie?  Kiedy?
- Bum - pokazuję palcem pistolet. - Dwa bumy.
- Zabrałaś mi pierwszy, inaczej bym nie ruszył drugiego.
- Masz - oddaję mu tam ten
- Coś jeszcze?
- TY jedziesz czy ja?
- Już powiedziałem.
Wzruszam ramionami i prostuję nogi na kanapie. Długa podróż przed nami. Ciekawe która godzina. I czy rodzice będą mnie szukać.  Niby trochę rozmawiałam z mamą, ale jednak nie powiedziałam wszystkiego. W zasadzie naprawdę nie wiele jej mówiłam. Nie chciałam go zdenerwować.
Siedzi jeszcze chwilę na miejscu, a potem wstaje i ponownie rusza.
Idę do niego na miejsce pasażera. Zapinam pas i oglądam to co mijamy. Drzewa, stawy. śnieg.
Jedziemy w kompletnej ciszy. Radia już nawet nie ma.
- Jak masz na imię? - pytam, przesuwając ręką po swoim kolanie.
- Harry - odpowiada ku mojemu zdziwieniu.
- Ładne, typowe. Angielskie.
Kiwa głową nie spuszczając wzroku z drogi.
- Złodziej?
- Jak wolisz..
- Źle - kiwam głową. - Nie wolno tak. Nie twoje, nie ruszajta.
- Cokolwiek powiesz.
- Wiem, ciebie to nie obchodzi. Ale lubię mówić.
- Na szczęście nie bardzo umiesz.
- Umiem, ale jak zacznę to nie pojmiesz.
- Jestem wkurwiony. Przez ciebie. Zamknij się.
- Nie wiem co to pierwsze - kręcę głową. Nerwowy człowiek. - Ty lubisz robić to co inni ci nakażą?
- Ale nie jestem piesek - przypominam mu.
Poprawiam się na fotelu, odgarniając brązowe włosy. Muszę się wykąpać.
- Nie traktuję cie tak. Ale mogę zacząć.
Nie odpowiadam już. Nie wygląda na biednego człowieka. Więc po co kradnie?
Jedziemy kilka godzin bez przerwy.
Ta podróż jest męcząca. Ja chcę się tylko wykąpać. Zaczynam zaczepiać bruneta. Dotykam jego kolana.
- W szafce. Weź sobie co chcesz.
- Nie jestem głodna - mówię do jego ucha.
- Więc daj mi spokój. - zjeżdża na stacje, jednak nie pozwala mi wyjść.
Zwariuję. Idę do łazienki, a gdy wracam wyjmuję coś do jedzenia. Harry wraca piętnaście minut później i rusza.
- Do Moskwy jakieś trzy dni - mówię widząc znak drogowy.
- Jedziemy obrzeżami.
- To z tydzień - kiwam głową i wstaję. Idę do sypialni.
Zdejmuję kurtkę, drżąc z zimna. Szukam czegoś na przebranie.
Nic tu nie ma.
Podchodzę do torby bruneta. Wyciągam jego koszulę i zakładam. Pachnie...No nim pachnie. Ładne ma perfumy. No i przede wszystkim jest czysta. Kładę się do łóżka i zamykam oczy. Zasnę, szybciej czas zleci. Bardzo miła koncepcja. To naprawdę dużo ile zdarzyło się w przeciągu dwóch dni. Może to początek czegoś nowego i lepszego? Może nie powinnam żałować, że tu jestem? Nie krzywdzi mnie. Jedynie nie pozwala podejmować samodzielnych decyzji. Chociaż i to nie do końca. Bardziej zabrania niektórych rzeczy i tyle.
Chciałbym chyba go tak trochę lepiej poznać. Głupi ma zawsze szczęście, więc czemu nie ja? Nie jestem bojową osobą. Rosjanki mają twarde charaktery, ale często się boję. A dzisiaj naprawdę chciałam tylko wrócić do domu. No ale trudno. Rozumiem wszystko co Harry mówi. Jednak nie musi o tym wiedzieć. Perfekcyjnie znam angielski i rosyjski. Mój ojciec jest anglikiem.
Zasypiam przykryta wszystkim co możliwe.
~~~~*~~~~
Aww, cieszę się że jest Was tak dużo. Niech będzie coraz więcej! Komentujcie i polecajcie bloga! Kochamy WAs

23 komentarze:

  1. Już kocham tego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niespodziewalam sie ze rozdzial bedzie jakies 15 min pozniej..... 💓💓 sliczne <3

    OdpowiedzUsuń
  3. czujeze to bedzie super blog <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne :) czekam na następne ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny nie moge się doczekać nn

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne:) nie mogę się doczekać następnego:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne
    Super pomyśl i w ogóle!
    Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaki obrót w końcówce rozdziału ;o
    Elizabeth to niezła prowokatorka ^^

    Ściskam i życzę weny do innych opowiadań
    You Belong With Me

    OdpowiedzUsuń
  9. rozdział świetny! zapraszam do siebie: http://thisisnotpossiblebaby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń