sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 7

Ciągnie mnie za rękę do kolejnego muzeum. Dałem jej telefon, aby mogła robić zdjęcia. Sądzę, że zaraz skończy jej się pamięć. Mówiłem żeby sama szła to się wzięła i rozpłakała. Na środka ulicy zaczęła mi beczeć jak dziecko.
UntitledMyślę, że ma okres. Takie wahania nastroju? Siadła na ławce i schowała twarz w dłoniach.  To się zgodziłem. I teraz oglądam trzecie już muzeum.
- Ładne - pokazuje na rzeźbę, przytulając się do mojego ramienia.
- Taka o..
- Harry przyjrzyj się - mówi.
- No.. Goły facet. Mam większego i co?
Uderza się ręką w czoło. Nic nie odpowiada. Bierze telefon i przytula się do mnie, robiąc nam zdjęcie. Ma zdecydowanie za dużo energii, ale niech jej tam będzie. Myślę, że zwiedzimy dzisiaj jeszcze dużo. Mi mogą nogi odmawiać posłuszeństwa, ale będzie mnie wlokła przez cały Kijów. Nie ma sumienia.
Obiad jemy w jakiejś knajpie na szybko.
- Patrz! - pokazuje mi kilka selfie ze mną. - Taki słodki jesteś.
- Jedz.
- Zaraz. Przecież ci się nie śpieszy. O. Musimy kupić obrączki. Louis kazał.
- Louisa tu nie ma.
- Ale to nam pomoże wariacie - wkłada mi palec w dołeczek. - Będzie wiarygodniej. I dobrze, że go nie ma. Za bardzo ja go nie lubit. Ale ciebie tak.
- Kłamiesz. Wiem że kłamiesz.
Kręci głową i znów wygląda jakby miała się rozpłakać.
- Cały czas o nim gadasz. Wszystkie do niego lecicie. Wcześniej czy później.
- Ja ci przekazuję co mówił. Żebyś potem ty na mnie nie na krzyczał, bo ja się boję. I nie mam zamiaru do nikogo lecieć. Nie odzywaj się do mnie - dodaje i wstaje. Wychodzi.
Płacę i idę za nią. Na prawdę nie nadążam. Dlaczego się obraża? Nic nie zrobiłem. Stwierdziłem fakt.
Wchodzę do pokoju. Dziewczyna jest w łazience. Siadam na łóżku i wyłączam telefon.
Jeśli jeszcze raz zadzwoni to wyrzucę go przez okno. Chcę dzisiaj spokoju.
Opadam plecami na łóżko i zamykam oczy. Czuję piąstki które mnie uderzają. Raz za razem w klatkę.
- No co ty znowu ode mnie chcesz?
- Jesteś idiot.
- Mówiłaś - pozwalam jej mnie bić, nie boli to jakoś specjalnie.
- No właśnie. Nie masz szacunku i osądzasz.
- I co jeszcze?
- Czemu mnie nie lubisz? - pyta smutno.
- Lubię cie - odpowiadam szczerze.
- I tak traktujesz?
- Jak? Co znowu ci zrobiłem?
- uznałeś, ze wole jego.
- Jeżeli można to tak nazwać.
- Wcale nie  - pochyla się
- Skoro tak mówisz..
Nie odpowiada juz. Całuje mnie. Długo z otwartymi oczami. Siadam nie odrywając się od jej ust, a ręce kładę na jej biodrach. Oplata moją szyję. Wpuszcza mój język, a swoim atakuje.
Całujemy się zachłannie i namiętnie. Jej usta są słodkie i smakują miętą, pewnie z pasty. Muskam językiem jej podniebienie. Porusza się lekko na moich kolanach.
Przyciągam ją jeszcze bliżej tak że nasze klatki się stykają. Oddychamy nieco szybciej, pogłębiając pocałunki. Moje ręce wślizgują się pod jej koszulkę i gładzą tam skórę.
Ellie odrywa się ode mnie i schodzi z moich kolan. Poprawia swoje włosy. Nienawidzę tego. Znowu mi to zrobiła no kurwa..
Przygląda mi się uważnie, mrużąc oczy. Pokazuje na mnie palcem.
- Ktoś inny dostał by w twarz. A ty super całujesz - uśmiecha się.
- I to ma mnie pocieszyć?
- A co byś chciał? Jesteś bardzo nie konkretny. Nic nie bierzesz w swoje ręce. - wzrusza ramionami.
- nic nie robię, jestem dupa. Oszczędź mi. Mam cię zgwałcić.?
Zaczyna się śmiać.
- Nie oto mi chodzi Harry. Ty po prostu nie wiesz czy chcesz być posłuszny czy chcesz zrobić coś po swojemu.
- Dobrze z że ty wiesz.
- Tak, ja nie chcę być posłuszna.
- To widzę.
Podchodzi do mnie i łapie moje ręce. Przygląda się im.
- Masz dobre dłonie - wraca wzrokiem do moich oczu. - Męskie. Więc tak się zachowuj - całuje kącik moich ust i zaczyna pakować rzeczy.
Nie chce jej skrzywdzić. Sam tego do siebie nie dopuszczam ale na prawdę nie chcę. Co ona mi złego zrobiła? Nic. Znalazła się w tej historii przypadkiem.
Błądzę wzrokiem za dziewczyną, która składa nasze ubrania. Jutro wyjeżdżamy. Pojedziemy przez Litwę. Mam nadzieję, że nas nie cofną. Ale przez Polskę za dużo nadrobimy, a przez Czechy to już w ogóle. Muszę to jeszcze przemyśleć.
Kolację jemy w hotelu. Obsługa traktuje nas bardzo miło. Jesteśmy kimś ważnym i niech tak zostanie. Brunetce przynajmniej wrócił humor. A co rozumiem przez wrócenie humoru? To że cały czas mówi. Czasem się zapomina i mówi po rosyjsku. Ale wtedy widzi, że nic nie rozumiem. Siedzimy w pokoju, a ona cały czas nadaje. Naprawdę uważam, że jej usta pracują lepiej w inny sposób.
- Czemu nic nie mówisz? - siada obok.
- Ty mówisz za nasz dwoje.
- Możesz odpowiedzieć. Ojej, ale mi się spać chce - krzyżuje nogi sama zdziwiona, że jest zmęczona.
- Jasne, spać - mruczę idąc do łazienki.
- Kobietom się ustępuje - słyszę.
- Ustępuję ci bycie drugą.
Łapie mnie za koszulkę i cofa do tylu.
- Albo ze mną, albo czekasz - wyprzedza mnie.
- Jak już to ty ze mną. Bo to ja idę pierwszy - ciągnę ją do tyłu i wchodzę do pomieszczenia.
- No to jesteś skazany na mnie.
- Ja biorę prysznic. Ty i cycki idziecie do wanny. Nie uśmiecha mi się oglądanie.
- Jesteś człowiek, który chociaż ma okazję na wyciągnięcie ręki to nie skorzysta. Imponujesz - uwiesza się na mojej szyi.
- Mam dość ręki. Przez ciebie ją nadwyrężam.
- Doprawdy? Więc dlaczego po prostu mi tego nie powiesz? Jesteś skazany na moje towarzystwo. A ja nie robię nic z przymusu, bo nie dam sobą pomiatać. I już ci mówiłam, że twój smak stał się jednym z moich ulubionych.
Usłyszał. Kurwa już czuję że usłyszał.
- A jeżeli ja nie chce twoich ust.. tylko ich?
- Ich co? Harry mówiłam. Konkretniej.
- Coś więcej, niż tylko twoje pełne, słodkie usta.
- Rozumiem, ale teraz tylko to możesz.  - uśmiecha się.
- Wanna - pokazuję jej.
- Nie to nie - zdejmuje sweter z siebie.
- Dobra, chodź tu - Przyciągam ją nie mogąc się powstrzymać.
- Jesteś niezdecydowany jak kobieta - ciągnie za mój pasek.
- Przestań cały czas mi wyrzucać jaki jestem - przyciągam przez jej głowę bluzkę.
- Jesteś nieokreślony - siłuje się z moimi spodniami.
- Przestań - Powtarzam i to jej spodnie lądują na podłodze.
Elizabeth odpycha mnie i wychodzi z nogawek. Kopie rurki gdzieś dalej, powolnym krokiem podchodząc w moją stronę. Mocno przyciąga mnie za kark i wpija się w moje usta. Obejmuję ją, ściskając dłońmi pośladki. Są idealne. Momentalnie wsuwam się pod majtki i teraz obejmuję już nagą,jędrną skórę. Jęczy cicho i przygryza moją dolną wargę. Czuje napięcie w moich bokserkach. Na pewno to czuje.
Wznawiam pocałunek z podwójną siłą rozbierając ją do końca. Dziewczyna zeskakuje na kafelki. Opuszcza moje spodnie wraz z bokserkami. Wciąga mnie pod prysznic. Woda spływa po naszych ciałach. Moja ręka od razu wsuwa się między jej uda. Niech ona też będzie pobudzona.

- Harry ja miałam...
- Po prostu krzycz.. - Mówię jej do ucha i pozwalam swoim palcom badać ją od każdej strony.
Odchyla głowę do tyłu. Mokre włosy opadają na jej plecy. Przesuwa ręką po mojej klatce.
Uśmiecham się i zabieram dłoń. Niech poczuje jak to frustruje.Uderza mnie w bark i wzdychając klęka.
Bawię się jej włosami zadowolony.  Tak samo jak za pierwszym razem świetnie sobie radzi z moim problemem. Szybkim ruchem zakładam jej nogi na moje ramiona i wstaje mając twarz przy jej kobiecości kończę wcześniej przerwaną prace. Zdecydowanie na to zasłużyła. Gdy stawiam ją na płytkach, dalej czując słodki smak jej soków, ledwo stoi. Dokładnie myje całe jej ciało. Nie opuszczam ani milimetra. Całuję jej kark masując sumiennie piersi brunetki. Odwraca głowę w moją stronę. Kładzie dłoń na moim policzku i odnajduje nasze usta.
Całuje mnie z oddaniem i zaangażowaniem. Później odrywa się i uśmiecha. Ale tak ładnie i szczerze.
- Jesteś czysta. - kwituje i pomagam jej wyjść.
Przebieramy się w coś do spania. Oboje stojąc przy umywalce myjemy zęby. Trącam ją biodrami robiąc sobie miejsce.
- Idź ty - dostaję łokciem w żebra i wypluwa pastę.
Ponawiam ruch przez co cała się opluwa.
Przemywa buzię wodę i chlapie mnie tak, że od nowa jestem mokry. Wycieram się, odkładam ręcznik i idę do łóżka.
Ellie dołącza do mnie dziesięć minut później.
~*~
- Te kochanie - pokazuje na obrączki, które poleca nam ekspedientka.
Brunetka tuli się do mojego ramienia, zabijając wzrokiem młodą blondynkę.
- Jak pani myśli? - pytam kobiety.
- Są ładne - odpowiada po angielsku. - Mam jeszcze takie...- schyla się, aby wyjąć pudełeczko. Wtedy dostaję w plecy ręką od Elizabeth.
- Ała.. - ledwo powstrzymuję śmiech.
- Proszę - blondynka pokazuje nam złote, matowe pierścionki z napisami.
- I jak? - pytam dziewczyny obok przyciągając ją bardziej do swojego boku.
Kiwa głową udając szczęśliwie zakochaną. Gdy tylko wychodzimy ze sklepu, wymieniamy się obrączkami.
- Zakładaj - sam to robię wsiadając do kampera.
Za chwilę czeka nas kolejna granica. Mam nadzieję, że jednak się uda. Tym razem to ja prowadzę i załatwiam przejazd. Wszystko jest świetnie, póki nie zatrzymuje nas policja. Kurwa mać.

21 komentarzy: